Moja ścieżka cz.2

[C.D.]

Eksplorując świat świadomego śnienia natknąłem się na hipnozę. Pamiętam, jak wiele lat wcześniej, w drugiej czy trzeciej klasie szkoły podstawowej, udawaliśmy z kolegami, że jesteśmy hipnotyzerami. Wyjmowaliśmy zrobione z nitki i ciężarka wahadełka i mówiliśmy dziwnym głosem: „Jesteś w mojej mocy!”. 🙂

Znów na początku pomyślałem: „Co za idiotyzmy. To jakieś bezsensowne znachorstwo”. Ale… znów, jak poprzednio, pojawił się cichy z początku głosik: „A co, jeśli to jest fajne?”. Kupiłem swoją pierwszą książkę (Williama Hewitta – do tej pory pamiętam!). Podczas jej lektury, czytałem o odliczaniu od 100 do 1, o wizualizacji pięknych miejsc, o pogłębianiu transu… Najpierw wykonywałem je sam na sobie – w autohipnozie. Co wtedy doprowadzało mnie do szału? Głównie to, że cały czas zasypiałem. Siadałem wygodnie lub kładłem się na łóżku i liczyłem od 100 w dół. Potem budziłem się zdenerwowany, że zasnąłem zamiast wykonać ćwiczenie.

Któregoś razu jednak się udało. Wszedłem w stan pogłębionej relaksacji… przed oczami pływały mi kolorowe plamy, przestałem odczuwać własne ciało.

Przed oczami zaczęły ukazywać mi się obrazy. Pamiętam setki twarzy w dziwnym grymasie – szczerzących zęby, warczących na mnie. Zastanawiałem się o co chodzi. Na uczelni akurat dowiedziałem się o mechaniźmie projekcji i doszedłem do tego, że to po prostu reprezentacje konfliktów i nagromadzonych negatywnych emocji we mnie.

Pracowałem nad nimi kilka miesięcy. Na początku próbowałem narzucić im swoją wolę. Nie dało to zbyt dobrych efektów. Nastawiłem się więc na pracę kolejno z każdą emocją i każdym konfliktem. Wchodziłem w głęboki trans i wyczekiwałem obrazów wytworzonych przez moją nieświadomość. Gdy tylko jakiś się pokazał, zastanawiałem się: „Jaką on niesie dla mnie wiadomość? Co to za informacja?”. Nie zawsze uzyskiwałem odpowiedzi, jednak interpretacja stawała się dla mnie coraz łatwiejsza. Większość z tych obrazów okazywała się wyrzutami sumienia, czy poczuciem żalu do ludzi, którego nazbierałem dość sporo przez życie. Był też lęk przed śmiercią i późniejszymi losami w związku z tym, że właśnie wychodziłem na dobre z wiary katolickiej.

Dopiero po kilku miesiącach zamykałem oczy, a przed nimi ukazywała się albo przyjemna, spokojna pustka, albo przyjemne obrazy. Wtedy pomyślałem, że czas zacząć hipnotyzować innych

[C.D.N.]