Po jednym z moich mailingów dostałem sporo pytań, dlaczego uważam, że umysł można programować. Kilka osób zareagowało tak, jakbym chciał im odebrać romantyczną wizję, w której nasze mózgi są czymś zupełnie innym niż komputery, a umysły – czymś więcej niż zbiorem programów. I chyba właśnie chcę to w końcu zrobić…

Czy umysł można programować?

Zgadzam się, że człowiek może być czymś więcej niż komputerem i zaprogramowanym zwierzęciem (chociaż nie zawsze tę możliwość wykorzystuje…). Ale romantyczna wizja „nieprogramowalnego” umysłu jest według mnie po pierwsze nieprawdziwa, a po drugie niebezpieczna.

„Programowanie umysłu” to oczywiście metafora, i jak każda metafora ma swoje granice. Mózg nie ma osobnego „sprzętu” i „oprogramowania” – to, czego się uczysz, fizycznie zmienia połączenia między neuronami. Psychologia nazywa to neuroplastycznością. Metafora programu dobrze oddaje jednak jedno: większość tego, co robisz, myślisz i czujesz w typowych sytuacjach, uruchamia się automatycznie, według wyuczonych wzorców. A skoro wzorce są wyuczone, można uczyć się nowych.

Właśnie dlatego ta wizja jest dla mnie tak cenna. Jeśli uznasz, że Twoje reakcje są „wrodzone” i „takie już po prostu jesteś”, nie masz czego zmieniać. Jeśli zobaczysz w nich wyuczone schematy, dostajesz do ręki narzędzie.

Czy emocje powinny być „naturalne”?

Wiele osób sądzi, że emocje powinny być „naturalne” i nie powinniśmy w nie ingerować. Jasne. Najlepiej złościć się na innych i tego nie zmieniać, przeżywać doły i stres, bo to przecież naturalne.

Tymczasem regulowanie emocji to jedna z najlepiej przebadanych umiejętności w psychologii. Uczymy się jej od dzieciństwa – gorzej lub lepiej – i możemy ją trenować przez całe życie: zmieniać sposób, w jaki interpretujemy sytuacje, przekierowywać uwagę, uczyć ciało wracać do równowagi po stresie. Jedno zastrzeżenie: przedłużający się smutek, brak energii i poczucie beznadziei mogą oznaczać depresję, a z nią warto iść do specjalisty zamiast próbować „przeprogramować się” samemu.

Co jest naturalne? Prosty eksperyment

Pokażę Ci, co jest naturalne.

Skrzyżuj ręce na piersi. Tak, tu i teraz przyjmij postawę, którą pseudospecjaliści od mowy ciała często nazywają „zamkniętą”. Skoncentruj się na swoich odczuciach.

Teraz zamień ręce – jeśli prawa leżała na lewej, połóż lewą na prawej.

Prawda, że czujesz dyskomfort? Prawda, że czujesz się nienaturalnie?

Co więc jest naturalne? To, co zgodne z Twoimi nawykami, czyli głęboko zagnieżdżonymi programami w mózgu. Z tym, z czym przyszedłeś na świat albo jakim Cię stworzył Bóg / Kosmos / Kryszna, ma to niewiele wspólnego.

Kiedy robisz coś nowego albo niezgodnego z nawykami (np. podczas nauki), to naturalne, że czujesz się nienaturalnie. 🙂 Wystarczy jednak powtórzyć to odpowiednią liczbę razy, a powstanie nowy nawyk, w którym znów poczujesz się naturalnie.

Nawyki – programy, które uruchamiasz bez myślenia

Voilà – tajemnica odkryta. Mózg dorosłej osoby zazwyczaj dąży do utrzymania wcześniej wykształconych nawyków. To bardzo oszczędne rozwiązanie: zachowania, które działają automatycznie, nie wymagają świadomego wysiłku, więc uwaga zostaje wolna na rzeczy nowe i nieprzewidywalne. Problem w tym, że świat zmienia się dziś szybciej niż nasze nawyki, więc jeśli chcesz osiągać kolejne cele, często musisz zmieniać się sam.

Nawyk działa w prostej pętli: sygnał → zachowanie → nagroda. Sygnałem może być miejsce, pora dnia, emocja albo inna osoba. Wracasz z pracy (sygnał), otwierasz lodówkę (zachowanie), czujesz chwilową ulgę (nagroda). Po kilkudziesięciu powtórzeniach ręka sięga do lodówki, zanim zdążysz pomyśleć, czy jesteś głodny.

Ile trwa zbudowanie nowego nawyku? Popularne „21 dni” nie ma mocnego oparcia w badaniach. W badaniu przeprowadzonym na University College London (Lally i współpracownicy, 2010) uczestnicy potrzebowali średnio 66 dni, żeby nowe zachowanie stało się automatyczne, ale rozrzut był ogromny: od 18 do ponad 250 dni. Prostszy nawyk (szklanka wody do śniadania) wchodzi szybciej niż złożony (codzienny trening). Dobra wiadomość z tego samego badania: pojedyncze pominięcie dnia nie psuło efektów.

Przeprogramowanie umysłu – mozolnie czy na skróty?

Porównując mózg do komputera (choć moim zdaniem to raczej komputer działa jak mózg, a nie odwrotnie), trzeba się przeprogramować. Można to robić mozolnie, pisząc cały program od nowa, czyli powtarzając nowe zachowanie aż do skutku. Można też szukać narzędzi, które ten proces przyspieszają.

Co realnie pomaga? Po pierwsze, plan w formie „jeśli… to…”: „jeśli wrócę z pracy, to najpierw się przebiorę i wyjdę na 10 minut spaceru”. Takie konkretne zamiary, połączone z sygnałem z otoczenia, zwiększają szansę, że zachowanie w ogóle się pojawi – to jedna z lepiej udokumentowanych technik zmiany zachowania. Po drugie, zmiana otoczenia: łatwiej nie jeść słodyczy, których nie ma w szafce, niż opierać się tym, które na Ciebie patrzą. Po trzecie, mały start: jedna pompka dziennie brzmi śmiesznie, ale buduje pętlę, którą później rozbudujesz.

I wreszcie: cierpliwość wobec dyskomfortu. Pamiętasz skrzyżowane ręce? Uczucie „to nie ja” podczas zmiany jest normalnym etapem, a nie dowodem, że nowe zachowanie do Ciebie nie pasuje.

Czy hipnoza działa? Co o niej wiemy

W 2012 roku pisałem, że hipnoza pozwala „zmienić tylko kilka linijek wewnętrznego kodu” i uzyskać efekt dużo szybciej. Dziś, po latach pracy z ludźmi i studiach psychologicznych, patrzę na to ostrożniej.

Hipnoza jest zjawiskiem realnym i badanym naukowo – to stan skupionej uwagi i zwiększonej podatności na sugestię. Ludzie różnią się jednak tą podatnością: część reaguje silnie, część słabo, a część prawie wcale. Najlepsze dowody dotyczą hipnozy jako uzupełnienia innych metod, np. w łagodzeniu bólu czy w terapii poznawczo-behawioralnej, gdzie bywa pomocnym dodatkiem.

Czego hipnoza nie zrobi? Nie zainstaluje nowego nawyku bez Twojego udziału, nie zastąpi powtórzeń ani leczenia. Skróty kuszą, ale w zmianie nawyków najlepiej sprawdza się to, co mało efektowne: konkretny plan, dobre otoczenie i sporo powtórzeń. Hipnoza może w tym pomóc części osób – traktowałbym ją raczej jako przyspieszacz niż jako drogę na skróty.

Lally i in., 2010, University College London
m.in. metaanaliza Kirsch i in. z 1995).