Zdarzyło Ci się zostać posądzonym o egoizm?

Mi nie raz. Dzisiaj na przykład zostałem nazwany egoistą, bo odmówiłem wykonania przysługi dla pewnej osoby. Odpowiedziałem, że mam już plany, które są dla mnie ważne i jestem zajęty. Usłyszałem, że jestem egoistą, bo to dla niej bardzo ważne. Czyli według niej powinienem odłożyć swoje sprawy i biec, oddać swój czas komu innemu.

I tak naszła mnie myśl, że nie tylko ten jeden mój rozmówca manipuluje słowem „egocentryzm”. Jest to ciekawa forma szantażu, zastraszenia. Nie zrobisz tego, czego chcę? Zamierzasz robić coś dla siebie albo np. odpoczywać? Och, ty egoisto, jak możesz?!

Tymczasem, jak się dobrze zastanowić, to dbanie o siebie i swoje sprawy oraz asertywność nie mają nic wspólnego z egoizmem. To po prostu zdrowy styl bycia. Lubię, kocham, szanuję siebie, moje życie jest dla mnie ważne. Dbam o obowiązki, higienę emocjonalną, odpoczynek i wszystko inne, co potrzebne do życia w harmonii i zdrowiu.

Egoizmem jest natomiast wymaganie, by inni zostawili swoje sprawy i biegli natychmiast MI pomagać, bo JA mam problem, bo JA potrzebuję, bo JA muszę. Więc TY nie jesteś ważny, Twoje plany są nie istotne, bo JA chcę i masz natychmiast MI pomóc! To jest właśnie egoizm. 🙂

A Ty, dałeś się zastraszyć egoizmem? Zdradzasz siebie na rzecz manipulatorów, którzy mają Cię za nic? Czy dbasz o siebie i swoje życie?

Świetnie to ujął de Mello:

Egoizmem jest wymaganie od innych, by żyli życiem, które akurat tobie wydaje się najwłaściwsze. To jest egoizm. Żyć swoim życiem nie jest egoizmem. Egoizm zawiera się w żądaniu, by ktoś żył zgodnie z twoimi upodobaniami, dla twojego zysku i twojej przyjemności. Jakże możesz kochać ludzi, jeśli potrzebujesz ich do własnych celów? Możesz ich tylko wykorzystywać i używać. Jeśli jesteś mi niezbędny, abym czuł się szczęśliwy, muszę ciebie użyć, manipulować tobą; musze znaleźć sposoby i środki, aby cię zatrzymać. Nie mogę pozwolić, abyś był wolny.
Anthony de Mello, „Przebudzenie”

 

Strach ma wielkie oczy… ale jest ślepy.

Wszyscy znamy pierwszą część powyższego powiedzenia. Tłumaczy ono, że w pewnych sytuacjach, pod wpływem strachu wyolbrzymiamy problem lub niebezpieczeństwo, z którym się stykamy. Wielkie oczy w powiedzeniu sugerują właśnie widzenie czegoś, jako większe, niż w rzeczywistości.

W codziennym życiu możemy znaleźć mnóstwo sytuacji, gdy przez strach przestajemy być sobą, tracimy pozytywne emocje i motywację do działania. Zastanów się, ile razy w swoim życiu przez strach:

– nie rozmawiałeś z szefem o podwyżce mimo, iż chciałeś ją uzyskać?
– odkładałeś rzucenie palenia lub przejście na dietę („bo co, jeśli się nie uda?”)?
– nie zagadałeś do dziewczyny, która Ci się spodobała?
– odkładałeś na później obowiązki, które Cię przytłaczały?
– zrezygnowałeś z założenia firmy czy studiowania na dobrej uczelni?
– panikowałeś, przed prostym wystąpieniem publicznym, np. prezentacją przed zarządem?
(więcej…)

Dlaczego czasem zachowujemy się „jak owce”?

Filary hipnozy: I Pewność siebie i zdecydowanie.

Zdarzył się wypadek. Gromadka ludzi zbiegła się, jakby to było widowisko. Gapie pokazują coś palcem, wymieniają gorączkowe uwagi, patrzą na siebie sprawdzając, czy ktoś coś zrobi. Efekt odpowiedzialności grupowej wywołany brakiem pewności siebie i autorytetem zewnętrznym obejmuje nawet 95% ludzi. W końcu ktoś podbiega do miejsca wypadku – sprawdza w jakim stanie są jego uczestnicy. Wskazuje palcem na kilka osób z tłumu, pyta o ich imiona, każdej z nich przydziela zadanie – telefon na pogotowie, odsunięcie ludzi, zabezpieczenie miejsca wypadku… Wyznaczeni ludzie bez namysłu wchodzą w swoje role. Ktoś powiedział im co mają robić, pozornie zdjął z nich odpowiedzialność i lęk przed podjęciem złej decyzji. Dodatkowo zadziałała reguła konsekwencji – przedstawili się, dlatego trudno im nie wykonać zadania… Czysta hipnoza…

Pokaz hipnozy scenicznej. Hipnotyzer pewnym krokiem podchodzi do widowni. Wskazuje kilkanaście osób, idzie z nimi na scenę. Wypowiada pierwsze sugestie, przestawia uczestników, sprawdzając ich otwartość na sugestie. Oni nawet nie wiedzą, że są już hipnotyzowani! Prowadzący odrzuca osoby mniej podatne. Pozostałe – silnym i niskim głosem wprowadza w trans… -Zamknij oczy. Gdy wypowiem słowo: „TRANS”, rozluźnisz się, poczujesz niesamowicie przyjemnie i otworzysz się na moje sugestie”. Proces hipnozy wygląda tutaj ciekawie od strony osoby hipnotyzowanej. Wyobraź sobie, że hipnotyzer bierze na środek Ciebie. Nie wiesz co zamierza, co będzie robił, być może jak wiele osób masz w sobie przekonanie, że hipnotyzer może przejąć kontrolę nad drugą osobą. Łączysz to z faktem, że kilkadziesiąt czy kilkaset osób patrzy na Ciebie i oczekuje świetnego show. Dodatkowo – głupio byłoby zaszkodzić hipnotyzerowi pokazując, że coś mu się nie udało… Czy już widzisz, jak działa hipnoza sceniczna?

Sprawdzian ustny. Marta uczyła się sporo, jednak strasznie stresuje się, gdy ktoś ją ocenia. Rodzice przekazali jej wiarę w autorytet nauczyciela, więc ma coraz gorsze przeczucia. Jest wywołana, idzie do tablicy. Z każdym krokiem wprowadza się w stan hipnozy, tworząc coraz więcej obrazów i słysząc coraz więcej myśli. Gdy jest już odpowiednio głęboko, ma tak zwiększoną zdolność odczuwania emocji, że te wpływają na jej pamięć i funkcje poznawcze. Nie pamięta nic z tego, czego się uczyła. Nauczycielka nawet nie zdaje sprawy, że zahipnotyzowała negatywnie swoją uczennicę i wywołała u niej klasyczną w hipnozie amnezję.

Gwiazda muzyki pop – szaleje przed kamerą, uśmiecha się, wydaje się pełna energii, zadowolona, szczęśliwa. Jej fani myśląc o niej tworzą niesamowite obrazy w swoich głowach. Chcą być tacy, jak ona… Gdy gwiazda ta pokaże się w telewizji w nowej kreacji, natychmiast część fanów ubiera się podobnie…

Przychodzi do Ciebie Twoja znajoma… Żali się, że znów jej coś nie wyszło. Twoja empatia rośnie, zaczynasz mówić współczującym głosem lub próbujesz ją rozweselić. Po pewnym czasie usilnych starań widzisz na jej twarzy pierwszy uśmiech… Brawo. Weszła, dzięki Tobie w trans, który daje jej kreatywność i możliwość zdystansowania się od problemów.

Pewność siebie to dla mnie pierwszy filar hipnozy. Ogromna większość ludzi, szczególnie w kontekstach społecznych (tzn. przy innych ludziach), traci pewność siebie. Mówimy wtedy o autorytecie zewnętrznym, czyli nastawieniu, że to ktoś z zewnątrz ma nam powiedzieć, co mamy robić. Właśnie to zjawisko jest najczęściej filarem hipnozy.

Jak zwiększyć swoją pewność siebie?

1. Przede wszystkim popatrz na nią nie jak na cechę, ale jak na umiejętność. Pewność siebie jest umiejętnością złożoną z:

– samokontroli emocjonalnej (akceptowania i utrzymania emocji „w ryzach”, przekształcania emocji negatywnych w pozytywne),

– optymizmu (myślenia o sobie i innych w pozytywnych barwach, silnego nastawienia na cel i przekonania o możliwości jego realizacji, deprecjonowania „problemów”),

– planowania sytuacji, w których za chwilę się znajdziemy (jeśli szczegółowo planujesz swoją przyszłość, podświadomość odwzajemni się spokojem i poczuciem bezpieczeństwa).

2. Myśląc o swojej przeszłości, zauważaj tylko te chwile, w których podjąłeś/aś dobrą decyzję. Momenty w których nauczyłeś/aś się czegoś nowego, rozpocząłeś/aś jakąś pracę i w niedługim czasie pojawiły się jej pozytywne efekty.

Statystycznie prawdopodobnie każdy człowiek popełnia mniej więcej tyle samo „błędów” w życiu. Ludzie pewni siebie po prostu ich nie zauważają – uczą się na nich i zwracają uwagę na to, że następnym razem w podobnej sytuacji odnieśli sukces. Pamiętaj więc i myśl jak najczęściej o nawet najdrobniejszych sukcesach i osiągnięciach w swoim życiu.

3. Myśląc o swojej przyszłości twórz ogromne, kolorowe obrazy, pełne szczegółów. Zobacz w nich siebie – uśmiechniętego/ą, zadowolonego/ą, zobacz i poczuj, jak pewność siebie i pełnia życia dosłownie Cię rozświetlają.

Te proste zabiegi pomogą Ci wzmocnić swoją pewność siebie.

Dzięki temu:
– nabierzesz większej konsekwencji w działaniu,
– inni zaczną się z Tobą bardziej liczyć,
– łatwiej przekonasz ludzi do siebie,
– skorzysta każda relacja i związek, który stworzysz.

Sukcesów, Szczęścia i Spełnienia,
Michał Jankowiak

Moja ścieżka

Ostatnio coś mnie naszło na spojrzenie w przeszłość… Rzadko to robię, jednak pomyślałem, że warto przeanalizować którymi ścieżkami szedłem aż do dnia dzisiejszego. Czego się uczyłem, gdzie szukałem i kogo pytałem… Myślę, że może być to dla kogoś wartościowe, zwłaszcza, że ścieżek tych było dość sporo. 🙂

2001. Ach, cóż to był za rok… Pamiętam, że miałem „doła” za dołem, zupełnie nie mogłem odnaleźć się w życiu. W tym roku zrozumiałem, że nie chcę nigdy więcej szukać akceptacji grupy i podlizywać się ludziom, by mnie dobrze ocenili… Bardzo cenna nauka. W tym roku zacząłem też szukać czegoś więcej. Religia i sekta katolicka dawno nie dawała mi już bezpieczeństwa duchowego mimo, że uczestniczyłem w różnych jej spotkaniach i grupach.

Któregoś razu wszedłem przypadkiem na stronę www o świadomym śnieniu. Zacząłem czytać o tym zjawisku i myśleć: „Co za idioci? Po co oni, do jasnej cholery, zwracają uwagę na swoje sny?”. Po którejś stronie z kolei pomyślałem jednak, że może warto by się tym zainteresować…

Po około tygodniu ćwiczeń doznałem swojego pierwszego świadomego snu… Magiczne doświadczenie. Moje ciało spało. Leżało na łóżku w moim pokoju. Ja byłem zupełnie gdzie indziej. Byłem w jakichś górach, wchodziłem na szczyt. Gdy uświadomiłem sobie, że śnię, wzbiłem się w powietrze i zacząłem latać. Wspaniałe uczucie – unosić się w powietrzu, patrzeć na wszystko z góry, latać…

Wtedy zadałem sobie po raz pierwszy pytanie: „Dlaczego tego nie uczą w szkole?”. Dlaczego tak fantastyczne doświadczenia są uznawane za niepotrzebne zabobony?

Do tej pory miałem około 500 świadomych snów. W każdym z nich inaczej poznawałem siebie i doświadczałem coraz genialniejszych emocji i uśpionych we mnie możliwości. Latałem na inne planety, uczyłem się umiejętności, jak np. jazdy konnej, uprawiałem cudowny, kosmiczny seks… Pomyśl – przesypiamy 1/3 naszego życia. Większość ludzi staje się w tym czasie warzywem, które znika na noc i pojawia się dopiero rano… Ja korzystam ze snu. Pamiętam swoje sny. Rozmawiam w nich sam ze sobą – ze swoim nieświadomym umysłem. W niektórych jestem świadomy i robię rzeczy, których nie da się zrobić w rzeczywistości. Przynajmniej jeszcze nie…

Świadome śnienie otworzyło mi oczy na zupełnie nowy świat. Pokazało mi, że to, czego zostałem nauczony, to jedynie skrawek rzeczywistości, którą można poznać. To był wstęp do momentu, w którym zakwestionowałem większość autorytetów w moim życiu. Po prostu zaczynałem widzieć więcej niż ludzie, w których wierzyłem wcześniej.

Robot zaczął stawać się człowiekiem. Zaczął szukać siebie i odkrywać Świat. Rozpoczął drogę od marionetki do świadomej istoty, samo decydującej o sobie.

Mimo, iż bałem się odrzucić stare paradygmaty (głównie związane z religią, w jakiej zostałem wychowany), pękały one lawinowo. Wyleczenie się z uzależnienia od religii, racjonalizmu i realizmu zajęło mi w sumie kilka lat. Jednak każdy krok na tej drodze był osiągnięciem wiele wnoszącym do mojego życia. Napiszę o tym w kolejnych artykułach. 🙂

Życzę Ci ogromu odwagi do zaprzeczenia temu, co wiesz i poszukiwania tego, co nowe,
Michał Jankowiak

Misja, Strategia, Sukces

Nie wierzyłem. Gdy kilka lat temu zacząłem uczestniczyć w różnego rodzaju konferencjach naukowych na polskich uczelniach zastanawiałem się ilu z uczących się tam studentów samodzielnie wybrało kierunek swoich studiów. Ilu z nich wie, co chce osiągnąć w życiu, czy chociaż w którą chcą iść stronę. Podczas większości swoich wystąpień zadawałem to pytanie – ciekawiło mnie, czy świadomość młodych ludzi zmienia się i ewoluuje. Okazało się wręcz odwrotnie.

Na przeciętną grupę 50 studentów, jedna do trzech osób miała wyznaczone dalekosiężne cele – planowała swoją karierę lub biznes lub już pracowała na osiągnięcie swoich marzeń. Co robiła reszta? Najczęściej studiowała, bo tak pokierowała nimi rodzina lub nie dostała się na wymarzone studia. Co za głupota! – pomyślałem. Co za marnotrawienie energii i czasu…

Wielokrotnie w swoim życiu pracowałem z ludźmi mającymi 40-50 lat, dobrze zarabiającymi, jeżdżącymi samochodami wysokiej klasy, mającymi rodzinę… Na pierwszy rzut oka wydawało mi się, że mają wszystko, co potrzebne do szczęścia. A jednak mówili, że nic, tak naprawdę, nie osiągnęli w życiu. Pytałem ich – Jak to? Przecież masz żonę, dzieci, dom, samochód? Odpowiadali, że niby tak, ale to nie ich życie. To nie oni wybrali taką rzeczywistość, tylko ich rodzice i znajomi, którzy często sami nie osiągnęli nic, ale czy to z frustracji, czy to z nudów, zamieniali się w życiowych mentorów i mówili: „Człowieku, daj spokój. Życie to nie zabawa ani bajka, ustatkuj się, znajdź dobrze płatną, bezpieczną pracę!”. Być może słowa te brzmią dla Ciebie znajomo?

Sam słyszałem je wiele razy. Gdy zakładałem swoją pierwszą firmę, byłem tak szczęśliwy, że chciałem podzielić się tym ze znajomymi z uczelni. Jakież było moje zdziwienie, kiedy usłyszałem od większości z nich, że przecież mi się nie uda i że żeby być trenerem i prowadzić szkolenia trzeba skończyć studia i przebyć kilkuletnią praktykę. Nie wiem, czy przemawiała przez nich zazdrość, czy po prostu negatywne programy wgrane do ich mózgów przez społeczeństwo. Najważniejsze, że część mnie, którą nazywam Buntownikiem, była silniejsza.

Pierwsze szkolenie poprowadziłem mając niespełna 20 lat. Wyobraź sobie małego, chudego człowieczka, wyglądającego na 15-16 lat, prowadzącego szkolenie z hipnozy, przed publiką średnio dwa razy starszą od niego. Człowieczek ten trząsł się (miał jeszcze fobię wystąpień publicznych) a na początku szkolenia głos drżał mu jak galareta. To byłem ja. I mimo całego stresu i niepewności, które to dostałem od naszego „kochanego” systemu edukacji, poprowadziłem je tak, że byłem z siebie kosmicznie dumny. Co pozwoliło mi to osiągnąć? Gdy w mojej głowie pojawiała się jakakolwiek myśl o poddaniu się, patrzyłem na ogromne, wspaniałe obrazy, które pojawiały się przed moimi oczami. Widziałem w nich siebie, z przyszłości, za wiele lat. Byłem w nich doświadczonym przedsiębiorcą, pewnym siebie hipnotyzerem, terapeutą i coachem. Widziałem, jak tworzę biznes oparty na pomocy innym ludziom, latam własnym helikopterem, mam posiadłość na pięknej wyspie i cudowną rodzinę. I właśnie ta wizja od lat utrzymuje mnie na drodze do celu.

Jednej recepty na sukces dla każdego człowieka – moim zdaniem nie ma. Są natomiast wskazówki, które mogą być pomocne każdemu na jego drodze. Jedna z, moim zdaniem, najbardziej wartościowych, to zdanie: Pamiętaj, kim jesteś i kim chcesz się stać.

Kim jesteś? Nie znając Cię zupełnie, nie wiedząc gdzie i w jakich okolicznościach czytasz ten tekst, mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że jesteś wyjątkową, jedyną w swoim rodzaju, pełną potencjału istotą. Mogę też powiedzieć, że jeszcze nie wierzysz w siebie tak mocno, jak na to zasługujesz. Widzisz, od lat szkolę ludzi i pomagam im się rozwijać. Uczestniczyłem w ogromnych zmianach i przeobrażeniach – ludzie z którymi pracowałem, czasem w ciągu kilku minut, godzin czy dni potrafili nauczyć się kierować swoimi emocjami, czytać kilkadziesiąt razy szybciej niż przeciętny człowiek, tworzyć skuteczny i bogaty biznes. Ty też możesz i jeśli oprzesz ten potencjał na misji życiowej, żadna siła Cię nie powstrzyma przed osiągnięciem sukcesu.

Według mnie misją życiową są najważniejsze i najwyższe wartości, które chcemy realizować w życiu. Nie jest nią wielki dom, dobrze płatna praca, czy nawet prywatny samolot. Misją życiową może być zabawa, radość, szczęście, miłość, spełnienie, wolność, zdrowie i wszystkie emocje i stany, które dają Ci poczucie, że jesteś na właściwym miejscu, że to co robisz ma sens i, że jesteś dobrym człowiekiem.

Jak ją odnaleźć? Zaproponuję Ci teraz 2 ćwiczenia, moim zdaniem najlepsze na początkowej drodze szukania swojej misji życiowej.

Ćwiczenie pierwsze – Marzenia.

Przygotuj sobie kilka czystych kartek i długopis. Usiądź przed pierwszą i rozluźnij się. Popatrz na swoją kartkę i przyrównaj ją do siebie. Jest czysta – wolna od jakichkolwiek schematów i ograniczeń. Nie ma na niej przeszłości. Jest absolutnie wolna, możesz napisać na niej co tylko chcesz, bez względu na „nie można”, „to jest trudne”, „nie wypada”, „nie powinno się”, „muszę” i innych chorych i ograniczających instalacji.

Zapisz na niej, na samej górze: „Ja”. Teraz przypomnij sobie wszystkie marzenia ze swojego życia, wszystkie piękne cele i pragnienia, nawet te, w które w pewnym momencie przestałeś lub przestałaś wierzyć. Opisz krótko jakie umiejętności, nawyki, cechy charakteru sprawią Ci niesamowitą radość. Zwróć uwagę nie na to, kim chcieli Cię stworzyć inni – rodzice, „przyjaciele”, ale na to KIM TY CHESZ BYĆ. I najważniejsze – za wszelką cenę nie odchodź od kartki dopóki cała, nawet najdrobniejsze miejsca, nie będą zapisane. Może to na początku sprawić trudność, mogą przychodzić myśli, że to bez sensu, czy inne wymówki. To znak, że jakaś część Ciebie boi się samorealizacji – i potrzebuje od Ciebie wsparcia i pewności siebie. Gdy już skończysz pierwszą kartkę, weź kolejną. Zapisz na niej: „Inni ludzie” i w podobny sposób zapisz jakimi ludźmi chcesz się otaczać, co chcesz im dać, kogo chcesz poznać, jakie związki i relacje chcesz budować. Na kolejnych kartkach zapisz: „Rodzina”, „Biznes” lub „Kariera”, „Duchowość” i te sfery Twojego życia, które uważasz za najważniejsze. Gdy skończysz, rozłóż przed sobą wszystkie kartki i patrząc na nie zacznij tworzyć obrazy w swojej wyobraźni. Zobacz w nich, jak w przyszłości realizujesz wszystko to, co właśnie zaplanowałeś lub zaplanowałaś. Daj czadu – niech obrazy będą wspaniałe i kolorowe, przeżywaj je będąc głównym bohaterem swoich marzeń.

Ćwiczenie drugie – Łańcuchy wartości.

Na kolejnej kartce wypisz jak najwięcej czynności, które lubisz wykonywać i do których nie musisz się sztucznie motywować. Może to być np.: spanie, jedzenie, spotkania ze znajomymi, jazda na rowerze, sport itp. Najlepiej, jeśli wypiszesz ich przynajmniej dwadzieścia. Skoncentruj się następnie na pierwszej z nich i zadaj sobie pytanie: „Co mi to daje”? Zapisz odpowiedź i zadaj do niej ponownie to samo pytanie. Dojdź tą drogą do wartości, przy której pytanie „Co mi to daje” nie będzie miało odpowiedzi. Może to wyglądać następująco:

Lubię spać – co mi to daje? -> relaks – co mi to daje? -> dobre samopoczucie – co mi to daje? -> zdrowie – co mi to daje? -> życie

Ostatnią wartość nazywamy w NLP wartością rdzeniową. Wartość ta jest zawsze pozytywna i jest jednym z Twoich najsilniejszych motywatorów.

Teraz kolej na wyznaczenie strategii życiowej. Strategia jest rozwinięciem misji – jest dokładnym planem jej realizacji.

Rozłóż przed sobą wszystko, co napisałeś lub napisałaś i weź do ręki kolejną czystą kartkę. Ułóż ją w poziomie i na samej górze narysuj poziomą linię. Będzie to Twoja linia czasu. Na jej początku, po lewej stronie, zaznacz punkt, który będzie symbolizował dzisiejszy dzień. Na drugim końcu, po prawej stronie, zaznacz punktem moment za 3, 5 lub 10 lat. Podziel teraz linię na 10-12 odcinków, rozpoczynając od aktualnego dnia, przechodząc przez moment za miesiąc, za dwa miesiące, pół roku, rok, dwa lata itp.

Patrząc na swoje marzenia (1 ćwiczenie) i wartości rdzeniowe (ćwiczenie 2) zaplanuj swoje cele i wszystko, co chcesz osiągnąć i zrealizować pod koniec okresu, który sobie wyznaczyłeś lub wyznaczyłaś. Skuteczne wyznaczanie celów zaczynamy właśnie od celów dalekosiężnych. Od marzeń i inspiracji. Pamiętaj, aby wyznaczając swoje cele robić to z odwagą i wiarą w siebie i odrzucić wszelkie bariery typu: „to trudne”, czy „niemożliwe”. Twoja świadomość ma wyznaczyć cel. Nieważne jak go osiągniesz – zdaj się na swoją nieskończenie kreatywną podświadomość.

Ostatnia ważna sprawa – to, co wyznaczysz sobie na dziś i jutro, ZRÓB KONIECZNIE. Jeśli tego nie wykonasz, przejdź przez ćwiczenie od początku albo zapomnij o swoich marzeniach… Jeśli Twoje szczęście, spełnienie i osobisty sukces nie są dla Ciebie na tyle ważne, że zaczniesz działać, nie jesteś człowiekiem, ale owcą, robiącą to, co inni i osiągającą tylko to, co zwyczajne i normalne. A przecież to nieprawda, czyż nie?

I jeszcze jedno – coś, co bardzo często powtarzam na swoich wystąpieniach: gdzieś tam w przyszłości czeka na Ciebie moment, w którym zaczniesz coraz częściej płakać ze szczęścia. Czuć się absolutnie spokojnie i bezpiecznie. Szczęśliwie i radośnie. Bez żadnych problemów i konfliktów wewnętrznych. Tylko od Ciebie zależy, czy do niego dojdziesz. Tylko od Ciebie zależy czy osiągniesz sukces. Co więc postanowisz?

Michał Jankowiak