Dziękuję za nowych klientów na terapię

Dorosły i dziecko trzymający się za ręce na brukowanej europejskiej uliczce jako symbol relacji rodzica z dzieckiem

Choć nie prowadzę terapii, tylko coaching, to często pracuję z osobami skarżącymi się na depresję, nerwicę, fobie i wiele innych. Czasem zastanawiam się, skąd biorą się te wszystkie problemy u tak fajnych ludzi. Gdy obserwuję niektórych rodziców – nie muszę szukać dalej. Już wiem. To często rodzice dają dzieciom problemy.

„Jak ja mam się pochwalić znajomym twoimi ocenami?!”

Jadę dziś autobusem i zwracam uwagę na matkę strofującą swoje dziecko. Jestem uważny w takich momentach. Studia pedagogiczne dały mi sporo filtrów percepcyjnych, niekiedy całkiem przydatnych. W pewnym momencie słyszę, jak niezadowolona mama krzyczy: „Jak ja mam się pochwalić znajomym twoimi ocenami?!”. Aż mi się ciśnienie podniosło. Wiem, że nic nie da, jak zwrócę jej uwagę. Dostaję motywacji do napisania niniejszego artykułu. Może jednak mogłem coś powiedzieć? Może niepotrzebnie się zdenerwowałem? Może mogłem za pomocą jakiegoś żartu otworzyć klapki tej kobiecie?

Uważam za chory zwyczaj rodziców identyfikowanie się ze swoimi dziećmi. Spełnianie marzeń i ambicji ich rękoma. Wymaganie, żeby myślały i żyły w określony sposób. To tworzenie robotów. Zabieranie dzieciom kosmicznego prawa do bycia sobą, życia w zgodzie z własną naturą. To jak zabranianie muzykowi grania własnej symfonii i kazanie mu grać z cudzych nut.

Dziecko jest po to, żeby się nim chwalić? Czy to zabawka? Piesek do tresowania? Czy autonomiczna ludzka istota, która może w przyszłości w zasadzie wszystko?

Taaak, wiem. Już wiem, że to nie wina tej kobiety. Sama była pewnie podobnie traktowana w dzieciństwie. Jak własność. Nie jak człowiek. Ale czy to nie mogłoby się skończyć? Przez ile pokoleń będą przechodziły takie programy?

„Nie wygłupiaj się, bo ludzie patrzą!”

Kilka dni temu widziałem podobną sytuację. Młody, około 3-letni szkrab podśpiewywał coś sobie w metrze. Matka ryknęła na niego: „Nie wygłupiaj się! Natychmiast przestań się wygłupiać, bo ludzie patrzą!”.

Tak się instaluje fobie społeczne. Lęk przed oceną. Potem ludzie boją się wystąpień publicznych, poznawania nowych znajomych, wchodzenia w związki… Cudowny prezent od mamy, prawda? Tak na dobry start w życiu, żeby takiemu dziecku było ciężej… O tym, jak szkoła i dom uczyły nas bać się ocen, piszę w artykule Lęk przed popełnieniem błędu.

Czy tylko ja tak mam, że dzieciom daję taryfę ulgową? I nawet jak mnie wnerwia, gdy wyją i piszczą, to wiem, że w ten właśnie sposób poznają świat, swoje ciało i możliwości? Nie trzeba nam więcej emocjonalnych „inwalidów”. Rynek coachingu i terapii i tak pęka w szwach!

Pięć metrów na skróty

Inna sytuacja, też sprzed kilku dni. Wychodzę z autobusu i idę do dentysty. Chodnik biegnie w prawo (jakieś 5 metrów), omija trawnik i leci sobie dalej. Patrzę – matka taszczy przez trawnik swojego syna, żeby zaoszczędzić sobie te pięć metrów spaceru. I tym samym uczy go, że zawsze chodzi się na skróty.

Ręce opadają… A czy Ty zwróciłeś uwagę ostatnio na jakieś pozytywne zachowania rodziców? Coś wartego podzielenia się, pokazania innym, że jednak niektórzy rodzice naprawdę dbają o swoje pociechy? Jeśli chcesz uwolnić się od schematów z dzieciństwa, spójrz na ofertę coachingu indywidualnego.

Udostępnij post:

Powiązane posty

Klub Rozwoju Osobistego

Systematyczny rozwój, zadbane emocje, zaspokojona ciekawość i potrzeby intelektualne.
Do tego fajni ludzie!

Chcesz otrzymywać powiadomienia (przypominajki”) o spotkaniach klubowych? Zapisz się poniżej na newsletter: