Jednym z (wielu) tragicznych w skutkach skrzywień naszej edukacji jest uczenie młodych ludzi, że popełnianie błędów jest złe, i karanie ich za nie. W teorii ma to sens – wydaje się, że dzięki temu jako dorośli będą popełniać mniej błędów… Ale na teorii się kończy. W praktyce szkoła często hoduje coś zupełnie innego: lęk przed popełnieniem błędu, który potrafi zablokować człowieka na długie lata.

Lęk przed popełnieniem błędu – czym jest i jak się objawia

Lęk przed popełnieniem błędu to napięcie, które pojawia się, zanim cokolwiek zrobisz. Zadanie jeszcze się nie zaczęło, a Ty już widzisz czerwone podkreślenia, słyszysz komentarz szefa i czujesz wstyd, którego (jeszcze) nie ma powodu czuć. Emocje reagują na wyobrażoną pomyłkę tak, jakby już się wydarzyła.

Z zewnątrz rzadko wygląda to jak strach. Częściej jak sprawdzanie maila po raz piąty przed wysłaniem, godzina nad jednym akapitem, milczenie na spotkaniu mimo dobrego pomysłu albo odkładanie telefonu do urzędu na „jutro”. Każde z tych zachowań ma ten sam cel: nie dać się złapać na błędzie.

Taki lęk jest wyuczoną reakcją. Dobra wiadomość? Czego się nauczyliśmy, tego możemy się oduczyć. Najpierw jednak trzeba zrozumieć, skąd się bierze.

Dwa mózgi w jednej głowie: racjonalny i emocjonalny

Niewiele osób zdaje sobie sprawę, że mamy w głowie niejako dwa mózgi (zaznaczam, że chodzi o podział funkcjonalny, nie strukturalny – to uproszczony model współpracy wielu obszarów mózgu). Jeden racjonalny, odpowiedzialny za analizę, wyciąganie wniosków i logikę. Drugi emocjonalny, zajmujący się subiektywnymi przeżyciami. Co ciekawe, te „mózgi” działają nieraz zupełnie oddzielnie, a czasem nawet przeciwnie do siebie.

Przykłady z życia

Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Każdy z nas czasem doświadcza takiej niespójności: myśli jedno, a pod wpływem emocji robi drugie.

I jeszcze jedno: w długotrwałym konflikcie między tymi mózgami racjonalny rzadko wygrywa. Ludzie dziwią się, że wiedzą, co jest dobre, ale tego nie robią. Wiedzą, czego chcą, ale po to nie sięgają. Wiedzą, jacy chcieliby być, ale wcale się tacy nie stają… A dla mnie to „oczywista oczywistość”, bo to emocje w dużej mierze sterują naszą motywacją, a przez nią zachowaniem.

Jak szkoła uczy, że błąd = ból

Jak ma się to wszystko do szkolnego tępienia błędów? Pomyślmy.

Jasio pisze wypracowanie i dostaje je z powrotem, sprawdzone przez nauczyciela. Każdy błąd jest wyraźnie zaznaczony na czerwono, a im więcej błędów, tym niższa ocena. Im niższa ocena, tym gorsze emocje (np. na myśl o reakcji rodziców albo o kłopotach z oceną końcową). Emocjonalny mózg zapamiętuje więc prosty schemat: popełniam błąd = czuję się źle.

Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie jedno z naczelnych zadań emocjonalnego mózgu: CHRONIĆ. Chronić nas przed wszystkim, z czym wiążemy negatywne emocje.

A jak można nas chronić przed popełnianiem błędów? To zależy, czy rzeczywiście musimy wykonać dane zadanie:

  1. Jeśli tak – uruchamia się perfekcjonizm (strach przed najmniejszym błędem).
  2. Jeśli nie – uruchamia się strategia ucieczki (odkładanie na później, zadania zastępcze, porzucanie wyznaczonego celu).

Obie strategie wytwarzają w nas stres i utrudniają realizację celów (choć perfekcjoniści w tym momencie pewnie chcieliby podyskutować z tą tezą…).

Co zapamiętuje emocjonalny mózg Jasia?

Wniosek 1 – Błędy są złe, popełnianie ich jest nieprzyjemne, nie chcę popełniać błędów.

Wniosek 2 – Jeśli robię coś nowego i mogę się pomylić, uruchamiam jedną z dwóch strategii: perfekcjonizm albo ucieczkę.

Mózg emocjonalny rozumuje jak kilkuletnie dziecko – logika do niego nie trafia. Najprostszym sposobem uniknięcia stresu przed błędem i porażką jest dla niego uniknięcie działania, które tym błędem grozi.

Mówiąc najprościej: osoby tak zaprogramowane będą unikać nowych wyzwań, zmiany pracy, partnera, znajomych (nawet toksycznych). Będą uparcie trzymać się starych, utartych i bezpiecznych schematów. Przez to przestaną się rozwijać i osiągać nowe cele…

Lęk przed krytyką – czerwony długopis, który nosisz w głowie

Czerwony długopis nauczyciela nie znika po maturze. Przenosi się do głowy i z czasem zmienia właściciela: najpierw należał do polonistki, potem do szefa, partnera, teściowej, anonimowego komentującego w internecie. Lęk przed krytyką to właśnie ten wewnętrzny korektor, który sprawdza Twoją pracę, zanim ktokolwiek inny ją zobaczy. Zwykle jest surowszy od każdego prawdziwego recenzenta.

W psychologii ten mechanizm opisuje się jako lęk przed negatywną oceną. Kogoś, u kogo jest silny, mniej boli sama uwaga krytyczna, a bardziej to, co ona rzekomo o nim mówi: „skoro zrobiłem coś źle, to jestem słaby, głupi, niewystarczający”. Błąd w zadaniu zamienia się w wyrok na osobę. Nic dziwnego, że emocjonalny mózg wybiera wtedy ciszę: nie zgłoszę pomysłu, nie opublikuję tekstu, nie zapytam o podwyżkę.

Prosty sprawdzian: przypomnij sobie ostatnią krytyczną uwagę, jaką usłyszałeś. Ile czasu zajęło Ci jej przemyślenie, a ile przeżywanie? Jeśli proporcja wynosi pięć minut do trzech wieczorów, głos zabiera emocjonalny mózg Jasia, a dorosły osąd czeka w kolejce.

Perfekcjonizm – kiedy „dobrze” nigdy nie wystarcza

Perfekcjonizm ma świetny PR. Na rozmowie kwalifikacyjnej przyznajemy się do niego jak do wady, która w gruncie rzeczy jest zaletą. Tymczasem w wersji, którą wyhodowała szkoła Jasia, perfekcjonizm ma niewiele wspólnego z dbałością o jakość. Jest strategią obronną: skoro muszę coś zrobić, zrobię to tak, żeby nikt nie znalazł ani jednego błędu. Nigdy. W niczym.

Badacze perfekcjonizmu od lat rozróżniają dwa jego oblicza. Pierwsze to wysokie standardy i dążenie do doskonałości – samo w sobie może pomagać. Drugie to ciągłe zamartwianie się pomyłkami, porównywanie się z innymi i poczucie, że cudzych oczekiwań nie da się spełnić. To drugie wiąże się ze stresem, wypaleniem i… prokrastynacją. Tak, perfekcjonista też odkłada, bo zacząć oznacza wystawić się na ryzyko, że wyjdzie niedoskonale.

Po czym poznać, że perfekcjonizm przestał Ci służyć? Poprawki przestają podnosić jakość, a zaczynają tylko uspokajać. Dziesiąta wersja prezentacji niewiele różni się od piątej, ale dopiero po niej odważysz się ją komuś pokazać. Cały ten czas pracuje na obniżenie lęku, a jakość stoi w miejscu.

Lęk przed podjęciem decyzji – ucieczka, która udaje rozwagę

Druga strategia emocjonalnego mózgu, ucieczka, ma wersję szczególnie podstępną: niepodejmowanie decyzji. Nie odmawiasz, nie rezygnujesz, nikt nie może Ci niczego zarzucić. Po prostu „jeszcze się zastanawiasz”. Zbierasz opinie, czytasz kolejne porównania, robisz tabelkę za i przeciw, a potem następną. Z zewnątrz wygląda to na rozwagę. Od środka – na ulgę, że dziś jeszcze nie trzeba wybierać.

Lęk przed podjęciem decyzji karmi się tym samym schematem, który Jasio wyniósł ze szkoły. Każda decyzja może okazać się błędna, a błąd = ból. Dopóki nie wybierzesz, nie możesz się pomylić. Kłopot w tym, że brak decyzji też jest decyzją, tyle że podejmuje ją za Ciebie czas, szef albo okoliczności. Oferta pracy wygasa, mieszkanie kupuje ktoś inny, związek toczy się siłą rozpędu.

Pomaga zmiana pytania. Zamiast „która opcja jest idealna?” zapytaj: „która jest wystarczająco dobra i co zrobię, jeśli się pomylę?”. Plan B obniża stawkę pomyłki, a niższa stawka to dla emocjonalnego mózgu sygnał, że można ruszyć.

Posłuszeństwo zamiast odwagi – czego uczy system oparty na karaniu błędów

Cóż… system edukacji zbudowany na wytykaniu błędów słabo przygotowuje do życia szczęśliwego, wolnego człowieka, pełnego entuzjazmu i odwagi. Znacznie lepiej uczy posłuszeństwa: siedź cicho, rób, jak każą, nie ryzykuj. Taki absolwent jest wygodny – akceptuje rzeczywistość (nawet tę najgorszą) i rzadko się buntuje.

Pytanie jednak – czy Tobie to odpowiada? Czy chcesz być posłusznym trybikiem w maszynie? Czy życzysz tego swoim dzieciom, bliskim, znajomym?

Tort za przegraną, czyli jak nagradzać błędy

Niedawno odezwał się do mnie przyjaciel. Jego syn przegrał mecz w zawodach sportowych i załamał się tak bardzo, że chciał sobie zrobić krzywdę… Przyjaciel spytał, co robić.

Odpowiedziałem: „Daj mu tort ze świeczką”.
„Co?!” – nie mógł wyjść ze zdumienia.
„Daj mu tort i powiedz, że to nagroda za błąd, który popełnił. Dzięki temu błędowi wie, nad czym musi popracować, żeby następnym razem wygrać” – wyjaśniłem.

Syn przyjaciela najpierw zdziwił się jeszcze bardziej, ale gdy zrozumiał, o co chodzi, ucieszył się, roześmiał i zyskał prawdziwą motywację do dalszego rozwoju.

Jeśli dziecko albo nastolatek mówi o zrobieniu sobie krzywdy, najpierw zadbaj o jego bezpieczeństwo i spokojnie z nim porozmawiaj. Nie zostawaj z tym sam – wsparcie znajdziesz m.in. w Telefonie Zaufania dla Dzieci i Młodzieży 116 111, a w sytuacji bezpośredniego zagrożenia dzwoń pod 112.

Boję się, że popełnię błąd – co z tym zrobić?

Jeśli łapiesz się na myśli „boję się, że popełnię błąd”, zacznij od sprawdzenia, czego konkretnie się boisz. Samej pomyłki? Reakcji jednej, konkretnej osoby? Wstydu? Tego, że „znowu” coś zawalisz? Nazwany lęk traci część siły, bo emocjonalny mózg dostaje od racjonalnego coś, czego sam nie potrafi wyprodukować: konkret zamiast mgły.

Drugi krok to małe, kontrolowane pomyłki. Wyślij maila bez piątego sprawdzania. Zadaj na spotkaniu pytanie, które wydaje Ci się głupie. Napisz pierwszą wersję tekstu, której nikomu nie pokażesz. Za każdym razem, gdy błąd się zdarzy, a świat się nie zawali, emocjonalny mózg dopisuje do starego schematu nowy: pomyliłem się i nic strasznego się nie stało. Stopniowe oswajanie się z tym, czego się boimy, należy do najlepiej przebadanych sposobów pracy z lękiem.

Trzeci krok, najtrudniejszy: po każdej pomyłce zapytaj siebie „czego mnie to nauczyło?”. Wtedy błąd staje się tym, czym powinien być od początku – informacją zwrotną. A jeśli lęk przed błędem odbiera Ci sen, blokuje pracę albo relacje, porozmawiaj o nim z psychologiem. To zwykła, rozsądna decyzja.

Błędy jako paliwo rozwoju

Chciałbym, żebyś po lekturze tego artykułu zapamiętał jedno: robienie błędów jest czymś naturalnym i użytecznym. Nieraz mówi się, że Edison pomylił się tysiąc razy, zanim opracował działającą żarówkę.

Ważne, żeby nie popełniać tego samego błędu dwa razy. Błędy nie mają być celem samym w sobie – mają przestać być czymś, czego się boisz.

Zresztą zrób prosty test. Wybierz spośród znajomych tych najszczęśliwszych, najbogatszych, z największymi sukcesami na koncie. Zapytaj, jak podchodzą do popełniania błędów. Duża część z nich – może nawet wszyscy – powie Ci dokładnie to samo.

Osobiście (choć jeszcze nie w każdej dziedzinie życia – cały czas oduczam się tego, co dała mi szkoła) w wielu sytuacjach uwielbiam popełniać błędy. Czasem wywołują chwilę frustracji, ale są potężnym motorem rozwoju. Wiem, że tylko osoba gotowa się pomylić jest w stanie sięgać po to, co nowe. Rozwijać się, zmieniać, osiągać cele.

Ludzie, którzy boją się popełniać błędy… cóż. Często żyją smutnym życiem i zostają w tyle.

Jak to się mówi – lajf is brutal.