Na jednej z konferencji zapytałem grupę studentów psychologii, ile czasu potrzeba, żeby doprowadzić do realnej zmiany u człowieka. Kilkoro odpowiedziało chórem: głęboka zmiana musi trwać dwa, trzy lata.
Spytałem, skąd to wiedzą. Odpowiedź: od wykładowców.
Nie od pacjentów, nie z badań, nie z własnej praktyki, której jeszcze nie mieli. Od kogoś, kto stał z przodu sali.
Dwa różne autorytety
Mieszamy ze sobą dwie rzeczy, które warto rozdzielić.
Pierwszy autorytet to ten, kto wie. Chirurg, mechanik, statystyk, ktoś, kto spędził dziesięć tysięcy godzin nad jednym tematem i ma przy tym uczciwy stosunek do własnych błędów. Korzystanie z takiego autorytetu to zwykła oszczędność czasu i żaden wstyd.
Drugi autorytet to ten, kto może kazać. Ma stanowisko, mikrofon, ocenę w indeksie, podpis na umowie albo miejsce w hierarchii rodzinnej. Może wiedzieć, ale nie musi.
Kłopot zaczyna się tam, gdzie drugi typ jest odbierany jak pierwszy. Wtedy zdanie „bo tak powiedział profesor” zaczyna pełnić funkcję dowodu.
Dlaczego oddajemy decyzję
Bo to się opłaca. Sprawdzanie wszystkiego samodzielnie jest niewykonalne – nikt nie zweryfikuje osobiście składu leków, konstrukcji mostu i historii własnego kraju. Oddawanie części decyzji ekspertom to rozsądny skrót poznawczy.
Problem polega na tym, że skrót zamienia się w nawyk. Przestajemy sprawdzać w miejscach, w których sprawdzić się da, i w sprawach, które dotyczą bezpośrednio naszego życia: wyboru kierunku studiów, zmiany pracy, metody pracy z własną głową, sposobu wychowywania dziecka.
Dochodzi do tego coś, co dobrze widać w szkole. Uczeń, który pyta „skąd to wiadomo”, bywa odbierany jako problem, a nie jako ktoś, kto właśnie robi dokładnie to, o co chodzi w nauce. Po kilkunastu latach takiego treningu pytanie po prostu przestaje przychodzić do głowy.
Cztery pytania, które oddają Ci decyzję
Nie musisz nikogo podważać publicznie. Wystarczy, że zadasz je sobie, zanim wpuścisz zdanie na stałe.
- Skąd ta osoba to wie? Z badań, z własnej praktyki, czy od kogoś, kto też to od kogoś usłyszał.
- Co musiałoby się wydarzyć, żeby to było nieprawdą? Jeśli nie da się wymyślić nic takiego, prawdopodobnie masz do czynienia z przekonaniem, nie z wiedzą.
- Kto na tym korzysta? Pytanie nieeleganckie, ale oszczędza sporo pieniędzy i czasu.
- Jak sprawdzę to na sobie w ciągu najbliższego miesiąca? Najważniejsze z całej czwórki, bo zamienia dyskusję w eksperyment.
To nie jest zachęta do odrzucania wiedzy
Chcę postawić tę granicę wyraźnie, bo widziałem, jak wolność od autorytetów zamienia się w swoją karykaturę. Ludzie, którzy „nikomu nie wierzą”, zwykle wierzą po prostu komuś innemu – przypadkowemu filmikowi zamiast lekarzowi, znajomemu z forum zamiast mechanikowi.
Odzyskanie własnego Ja polega na czymś spokojniejszym. Na tym, że wiesz, na czyim zdaniu się opierasz, dlaczego akurat na tym i w jakim zakresie. Że potrafisz powiedzieć „korzystam z tej metody, bo sprawdziłem ją na sobie przez sześć tygodni”, zamiast „bo tak mówi ten gość”.
Zacznij od jednego zdania, które powtarzasz od lat cudzym głosem. Wypisz je i przepuść przez cztery pytania z góry. Zobaczysz, ile z tego zostanie.
https://addlinks.pro/ymnva